Anna Kowalska: Notatki wrocławskie

wróć


W niektórych przewodnikach po Rzymie na planie mia­sta nowożytnego nałożona jest przejrzysta kartka z wyry­sowanym na niej planem miasta starożytnego. Czytelnik może łatwo zidentyfikować każdą uliczkę, każdy budynek, czym były w starożytności, czym są w czasach nowych. Otóż mieszkańcy Wrocławia powoli nakładają na niemie­ckie miasto nową, czytelną dla nich kartę polskości. Ucze­ni zaś kreślą plan dawnego polskiego grodu. Nieraz uczo­nych wyręcza burza. W czasie wichury runie dom, a z są­siedniego odpadnie gruba warstwa tynku, wtedy oczom przechodnia ukazuje się stary napis pradawnej polskiej gospody.

Na razie ta ciągle wzrastająca masa ludzka jest jeszcze wciąż obca, anonimowa. Wiele organizacji i towarzystw rozpoczyna działalność, układa statuty. Ukazują się nota­tki w prasie, artykuły, ale jeszcze nie ma życia organiza­cyjnego. Są to martwe ule z dzikimi pszczołami. Są ludzie. Nie ma społeczeństwa. Nic łatwiejszego, jak zostać we Wrocławiu prezesem jakiegoś towarzystwa, na trzech lu­dzi przypada pięciu prezesów. Ale nie prezesury ożywią miasto, tak jak nie urzędy aprowizacyjne je nakarmią.

Istnieje osobny słownik powojenny wyrazów martwych, choć nie archaicznych, których żywe znaczenie jest po­wierzone przyszłości. Nie z tych słów, nie z rymów wo­jewódzkich naklejanych na murach bierze początek życie polskie Wrocławia, ale z lekkomyślnej, anarchicznej na­tury polskiej i z uporu garstki ludzi, którzy uwierzyli we Wrocław. Poznałam kilku z nich i spróbuję w najbliższym czasie o nich opowiedzieć.

Gdziekolwiek się idzie, spotyka się samych nieznajo­mych. Nawet dawni znajomi, których się w pierwszej chwili wita okrzykiem radości, okazują się rozbitkami bez życia. Jeden o drugim mówi: „Ten także dał się nabrać na Wrocław".

 

Anna Kowalska, Notatki wrocławskie [w:] Opowieści wrocławskie, Państwowy Instytut Wydawniczy 1955.