/
Adam Lizakowski

Biogram

 

Adam Lizakowski (1956) – polsko-amerykański poeta, fotograf, tłumacz poezji amerykańskiej m.in. Walta Whitmana, Williama Carlosa Williamsa, Allena Ginsberga, Langstona Hughesa, Carla Sandburga; także z angielskiego przełożył ponad 50 wierszy chińskiego filozofa i poety Lao Tse, oraz wiele wierszy Rumiego. Od wielu lat promotor kultury polskiej za granicą. Studiował na Uniwersytecie Northwestern, gdzie uzyskał tytuł magistra w creative wriitng poetry. Prowadzi warsztaty poetyckie kreatywnego pisania poezji w Jezuickim Ośrodku Milenijnym w Chicago. Współpracuje z amerykańskimi pismami literackimi m.in. z pismem akademickim "Tri Quarterly".

Mieszkał w Pieszycach i pracował w Zakładowym Domu Kultury "Prządka" na stanowisku instruktora teatralnego. W 1981 w momencie wybuchu stanu wojennego przebywał w Austrii i zdecydował się na emigrację do USA. Mieszkał w San Francisco od 1982 do 1991. Obecnie mieszka w Chicago.

Debiutował w 1980 na łamach warszawskiego "Tygodnika Kulturalnego". Na emigracji publikował na łamach paryskiej "Kultury", nowojorskiego "Nowego Dziennika". Jest członkiem redakcji miesięcznika "Życie Kolorado" wydawanego w Denver w stanie Kolorado. Twórczość jego była tłumaczona na języki: angielski, rosyjski, niemiecki, francuski, litewski, hebrajski, chiński, ukraiński, hiszpański i białoruski.

Współzałożyciel grup poetyckich "Krak" w Los Angeles-San Francisco oraz "Niezapłacony Rent" w Chicago. Redaktor naczelny miesięcznika społeczno-kulturalnego "Razem" wydawanego w San Francisco w latach 1986–1989 i kwartalnika poetyckiego "Dwa Końce Języka" w latach 1993–1996 w Chicago. W Polsce współpracuje z "Zeszytami Poetyckimi" oraz "Rocznikiem Dzierżoniowskim". Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz korespondentem zagranicznym „Rocznika Dzierżoniowskiego”.

 

Twórczość

 

Poezja:

"Złodzieje Czereśni wydanie amerykańskie" (1990);
"Trylogia Sowiogórska";
"Legenda o Poszukiwaniu Ojczyzny" (2001);
"Dzieci Gór Sowich" (2007);
"Pieszyckie Łąki" (2010);
"156 Listów poetyckich z Chicago do Pieszyc" (2012);
"Bogaty Strumień – Dzierżoniów" (2012);
"Wiersze spod Krzywej Wieży" (2014);
"Bielawa. Randka Trzech Sylab" (2014);
"40 Listów Poetyckich z Chicago do Pieszyc" (2014);
"Dziennik pieszycki" (2016);
"Jak zdobyto Dziki Zachód" (2017).

 

/
Próbka

 

Archipelag  Chicago

Archipelag Chicago,  grupa wysp etnicznych

emigrantów  ze wszystkich stron świata

położonych blisko siebie,  nieprzypadkowo,

do niego lecą samoloty, przypierając

kształt bocianów, to znowu skocznego delfina,

co to w chmurach nurkując grzbiet

słońcu pokazuje.

Archipelag Chicago, wyspy najczęściej o wspólnych

marzeniach, podobnych  pragnieniach i celach,

zbudowanych z podobnego, szlachetnego

materiału tęsknoty i wiary.

Archipelag Chicago opowiada o ludzkim losie,

niezwykłych  przygodach człowieka,

który miał odwagę spojrzeć w przyszłość,

o mistycznym natchnieniu.

szepczącym; idź, szukaj swojego szczęścia,

miejsca na ziemi,

miej własne ambicje intelektualne, usamodzielnij się,

zrób coś więcej niż tylko akceptacja starych arcydzieł,

ożyw w nich nowe wezwania, w sposób jasny,

zwięzły i precyzyjny uczyń  z nich swoje motto życia

emigranta: osobistą niezależność i świadomość,

szczęścia  poszukuj, nie  pokładaj nadziei w pobłażaniu,

wspominaniu przeszłości,  tylko w  budowaniu przyszłości.

oświeć ją, mistrzowsko połączą wiarę z pracą, 

zwiąż je ze sobą , niech się wspierają o sobie,

ładują się wzajemnie niepohamowaną energią

budującą ten archipelag.

 

 

 

 

Ślubna obrączka

Wzięli ślub w swojej ojczyźnie,

on miał brata w Ameryce,

zaprosił ich od siebie, przyjechali do Chicago

po kilku miesiąca picia i szukania pracy,

niepłacenia za mieszkanie,

/mieszkali na dziko u znajomych brata/,

właściciel mieszkania wyrzucił ich do garażu,

zbliżała się zima, żona właściciela

powiedziała:  pomogę wam, jeśli chcesz zostać dziwką,

dobrze zarobisz, spłacicie dług,

znam takich, co na ciebie lecą i dobrze zapłacą,

dziwka to dobry zawód w Ameryce.

Tak jest proszę pani – powiedziała – tak jest;

któregoś dnia jej mąż  nie wytrzymał nerwowo,

rzucił się z pięściami, pobili go do nieprzytomności,

przyszedł właściciel garażu, zaprowadził ją

do łazienki: umyj sobie ręce, powiedział,

gdy je wycierała ściągnął z jej palców pierścionki

i ślubną obrączkę, mówiąc: sprzedam ją za marne

grosze, tak marne jak twoje życie i twój mąż.

 

 

 

 

God Bless America…

Mowy rodziców nauczył się w kraju swego urodzenia

w Ameryce, w której czuł się jak cudzoziemiec,

żyjąc  pomiędzy sąsiadami  z Meksyku i Korei.

Po polsku mówił, ze śmiesznych angielskim akcentem.

Lubił słuchać wspomnień rodziców o Polsce,

marzeniem o powrocie do niej z wielką walizką dolarów.

Rodzice nie zdążyli umarli, pozostawili mu jedynie znajomość

polskiego języka oraz smak słodkości ojczyzny,

polskiego ciasta, kwaśność kiszonych ogórków.

 

 

Ożenił się, z Amerykankę irlandzkiego pochodzenia

zapamiętale przekonywał  ją do polskiej kuchni,

przestrzegał też stare polskie obyczaje.

Żona z czasem wyniosła do garażu zakurzone polskie

srebrne orły w złotych koronach nad głowami,

z górnych półek zdjęła lalki w strojach ludowych,

przy przeprowadzce do innej lepszej dzielnicy

dużo rzeczy z garażu wyrzucili do śmietnika

i tak polskie srebrnopióre orły wywieźli na śmiecie

śmieciarze  synowi  tych z  ziemi włoskiej.

 

On  za każdym razem gdy przyszło mu śpiewać hymn

amerykański "God Bless America", trzymając prawą rękę

na sercu zawsze w  myślach dodawał "and Poland too".

 

 

 

 

Kiełbasa i pierogi

Pewnym krokiem wszedł do kawiarni,

na umówione spotkanie ze znajomymi

/nic o jego ojczyźnie nie wiedzieli,

nawet gdzie ona jest? gdzieś blisko Rosji?

chyba/.

 

On pochodził z kraju o tysiącletniej

pięknej historii, gdzie mieszka tradycja

całowania kobiet w rękę na dzień dobry

i na do widzenia, dumny z siebie i kraju

patrzył na nich z politowaniem i wyższością.

 

Był młody, subtelny, dobrze ułożony,

rano kształcił się /chciał zostać profesorem

literatury swojego kraju/,

popołudniami przesiadywał w kawiarniach

/tam, gdzie mieszkają ludzki gwar i muzyka/,

wieczorem ciężko pracował w brygadzie

sprzątającej wielkie sklepy

/tam wysiłek mięśni i pot zamieniał na

wino i papierosy, chleb i kawę/.

 

Amerykańskim znajomym opowiadał

z dumą o swojej ojczyźnie,

wspominał sukcesy, najpiękniejsze momenty jej historii,

z jego ust padały niezliczone pochlebstwa.

Opowiadał o niesprawiedliwości, jaka ją spotkała,

dowodził jej prawości.

 

Jego słowa płynęły bezszelestnie przez pola i łąki,

szybowały ponad górami i miastami,

dźwięk ich mieszał się z tupotem nóg,

galopem końskich kopyt, warkotem czołgów,

unosiły się ponad stolikami kawiarnianymi,

nasiąkały dymem papierosowym i wonią kawy.

 

Dla nich nie miało sensu to, o czym mówił, 

jakieś tam niepotrzebne żale,

fatum ciężące nad jego ojczyzną,

wygrane bitwy, przegrane wojny.

 

Widzieli jak bladł i jaki sprawiają mu ból

mówiąc:

- Nic o twoim kraju nie wiemy poza tym,

  że słyniecie w świecie z kiełbasy i pierogów.

 

 

 

Średniowieczni kronikarze

Średniowieczni kronikarze pisali o jego kraju:

„miejsce mlekiem i miodem płynące,

krajobraz piękny, niebo błękitne i czyste,

ludzie pracowici i spokojni, kwiaty kolorowe,

pola urodzajne, łąki zielone, rzeki i jeziora rybne,

ptaki cudownie śpiewają, lasy bogate w zwierzynę,

dziewczyny o blond włosach z niebieskimi oczami

śliczne i powabne, żony mądre i wierne,

ojcowie zaradni i robotni,

dzieci zdrowe i wesołe, ludzie zamieszkujący

ten kraj są gościnni, życzliwi i dobrzy.”

 

Gdy to czytał tysiące kilometrów od swojej ojczyzny,

ciężko pracując u obcych na chleb,

zastanawiał się, czy to nie bajka,

rozmyślał o tych minionych czasach,

myślą wędrował po historii, nie było w nim smutku,

nie było w nim radości tylko zdziwienie,

dawni ludzie, dawne czasy ożyły w nim,

zazdrościł tego / nie wiadomo komu/, co już było,

czuł jak serce w nim śpiewa

intonując pieśń czułą i nostalgiczną,

naszło go wzruszenie, słodkie.

 

 

 

Grzeczny i uprzejmy

Nie można powiedzieć, aby miał ciężko,

w ojczyźnie komunistycznej był królem

a nawet słońcem, wokół niego kręciło się

życie miejscowej ludności, której rozdawał

radość i smutek. Wysoko nosił głowę. Był kimś.

 

Był sekretarzem partii w powiatowym mieście,

chodził dumny jak paw i z groźną miną, układał

przemówienia, opracowywał ważne plany, rozdawał

klucze do mieszkań, talony na samochody,

decydował o tym, kto ile dostanie pieniędzy,

jakie zajmie stanowisko, a kogo skazać na zapomnienie.

 

Czasy się zmieniły, upadła komuna,

przestał być powiatową gwiazdą, schował się

przed ludzkim wzrokiem i językami,

nie miał planów, chciał odejść w niepamięć,

żył swym przyziemnym, nieciekawym życiem.

 

Jego syn inżynier wyjechał za granicę za pracą,

został taksówkarzem w Chicago,

po kilku latach zaprosił ojca, aby dorobił do renty,

załatwił mu w hotelu pracę odźwiernego.

 

Ten kiedyś tak dumny, zarozumiały, pewny siebie

i ważny człowiek, od którego tak wiele zależało,

schyla się teraz najniżej ze wszystkich,

pierwszy biegnie ze zmiotką sprzątać.

 

Najgłośniej krzyczy good morring sir,

thank you sir for your tip, have a nice day sir,

najszybciej otwiera drzwi samochodów

gości hotelowych, nosi najcięższe bagaże

z miną człowieka zadowolonego, szczęśliwego.

 

Przełożeni lubią go – wiadomo za co,

współpracownicy nie lubią go –

wiadomo za co.

 

 

Adam Lizakowski